wieś

WILJA

gromada Wilja, gmina Nowomalin, powiat Zdołbunów, woj. wołyńskie
parafia Noworodczyce


Opracowywane w okolicy:
Teremne, Podczapki, Zakoty, Lachów, Kuniów, Okniny.

A B C D E-F G H I J K L-Ł M N O P R S-Ś T U W Z-Ż


Parafia Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Marii Panny w Noworodczycach. W wiosce była strażnica – posterunek pograniczników, gdzie stał oddział Korpusu Ochrony Pogranicza. Była też wiejska remiza strażacka.

Projekt WYKAZU GOSPODARSTW, stan w około 1939 r.

1.

LIPIŃSKI(IN.),

2.

BULBIŃSKI

Iwan - kierownik szkoły, żona - córka prawosławnego diakona (miała siostrę Lidię), syn Borys ur.6.08.1933r.

3.

OBAREWICZ(I.N.) - sąsiad Bulbińskich, długo męczony i zamordowany przez banderowców, córeczka Weronika bestialsko zgwałcona, zarznięta przez banderowców.

4.

PYCHLAKJulian - syn Augusta, nauczyciel zamordowany przez banderowców.

5.

-"DOM OSTROWSKICH" - rodzinny dom sowieckiego pisarza Mikołaja Ostrowskiego ("Jak hartowała się stal", więcej). W tym domu Jośko miał swój sklepik.

LEŚNICZÓWKA

L1.

RÓŻANOWSKIKazimierz 1909 - s. Henryka i Henryki. Henryk był leśniczym.

Brak więcej informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.
Osoby zainteresowane miejscowością / udostępniające informacje:

FORMULARZ zgłoszenia rodziny i uzupełnienia danych

L.p.

Informacje

1.

ks. Witold Józef Kowalów[listopad 2008] poz. 2-5 na podst. tekstu o Borysie Bulbińskim, który został opublikowany w "Wołaniu z Wołynia".http://www.wolaniecom.parafia.info.pl

2.

Piotr Różanowski[czerwiec 2011] poz. L1piotr.rozanowski(a)op.pl

BORYSA BULBIŃSKIEGO CHODZENIE W MIEJSCU (fragment z tekstu ks. Witolda Józefa Kowalowa dotyczący Wilji)
[...] Autor podaje swój pierwszy adres: “Urodziłem się pod następującym adresem: wioska Wilja, gmina Nowomalin, powiat Zdołbunowski, woj. wołyńskie, Rzeczpospolita Polska” (s. 4). Oczyma dziecka opisuje strażnicę KOP-u i swój stosunek do języka polskiego: “W wiosce była polska strażnica – posterunek pograniczników, gdzie stał oddział KOP-u. KOP – Korpus Ochrony Pogranicza. Pamiętam jak polski oficer witał mnie: «czołem», później «serwus!» i, na koniec, zwyczajne «Dzień dobry!». Na pierwsze dwa powitania nie reagowałem, nie rozumiejąc czego ode mnie chcą, i odpowiadałem tylko na trzecie – zrozumiałe. Języka polskiego nigdy się uczyłem, ale znam go od dzieciństwa, on wsączał się we mnie, jakby z powietrzem razem z rosyjskim i ukraińskim” (s. 6).
Przyjemny jest opis straży pożarnej w Wilii:
“Straż pożarna nasza była szykowna. Wóz konny, miedziane hełmy, pompy, sikawki, wspaniała musztra. Niedzielne ćwiczenia były szczęściem dla chłopców. «Woda naprzód! Woda stój» potem marsz strażaków z pieśniami i chłopcy szli za nimi ogonem” (s. 9). Komunizm w zachodniej części Wołynia zlikwidował straże pożarne na wsiach – są tylko w miastach. Nie ma ani zawodowych ani ochotniczych wiejskich straży pożarnych i nie ma oczywiście remiz strażackich.
Autor opisuje też przykrą sytuację, kiedy w 1939 r. zaprowadzono w Wilii przepis, że kierownicy szkół muszą być rzymskimi katolikami. Ojciec autora, Iwan Bulbiński, nie podporządkował się tym wymogom:
«Pójdziemy z torbami!» – grzmiał ojciec. Mama – córka prawosławnego diakona – naturalnie była z nim. U nas w domu zamieszkały dwie zakonnice – katolickie mniszki – które agitowały mamę aby przyjęła katolicyzm. Mama chodziła z opatrunkiem na głowie – zachorowała” (s. 17).
Interesujący jest opis “końca Polski” i “pierwszych Sowietów”. Zamiast omawiania tekstu zapoznajmy się z krótkim cytatem:

“Koniec Polski był końcem dostatku ryby w rzece. Cała wioska rzuciła się w kierunku rzeki i wyłowiono wszystkie ryby.
Nagle pogorszyło się zaopatrzenie. Sklepy opustoszały. Wynikły deficyty i pojawiły się kolejki. W domu Ostrowskich, gdzie w sklepiku Jośka otworzono kooperatyw (sklep spółdzielczy), pewnego razu w ścisku rozwalono skrzydło budynku.
Zmniejszyła się jakość towarów. Polska biała drobna sól przetworzyła się w czarną w kawałkach. Polskie żółte mydło – w szarą glinę. Pewnego razu przysłali uczniowskie tornistry. Okazały się być bardzo dobrymi. Ale kiedy się zmoczyły i zdarto z nich szary papier naklejony z wierzchu tornistrów pod papierem stwierdzono jaskrawe, wykonane farbą olejną... polskie etykietki. Wszystko to podrywało autorytet nowej władzy”
(s. 21).
W opisach Borysa Bulbińskiego znajdujemy też echa eksterminacji miejscowych Polaków przez banderowców:
“Pod naszą nieobecność do wioski wskoczyli banderowcy i wyrżnęli Polaków. Chłopcy opowiadali szczegóły. Naszego sąsiada Obarewicza długo męczyli. Jego córkę – dziewczynkę Weronikę bestialsko zgwałcili i zarznęli. A nauczyciel Julian Pychlak, s. Augusta, który kochał siostrę mojej mamy, ciocię Lidię, kiedy go prowadzili na śmierć, przekazywał pożegnalne gesty dla Lidii. Banderowcy uszli, samoobrona dobrze zorganizowała obserwację, wywiad, obronę i my znów zamieszkaliśmy w wiosce. Ale każdego dnia wielokrotnie był alarm, i często trzeba było pod kulami uciekać do lasu” (s. 31).
Autor opisuje też sytuację, gdy znak krzyża czyniony na sposób prawosławny uratował go przed niechybną śmiercią.
“Na skraju wioski Hłuboczek, przy wjeździe do pogranicznego lasu, zatrzymał nas banderowiec z kindżałem, przeprowadził przesłuchanie i przeszukanie, znalazł «kryminał» – polskie widokówki w albumie rodzinnym, i przyczepił się: «Dzieci – Polacy!». Po długiej dyskusji – pląsając między życiem i śmiercią, zmusił nas żegnać się i ja prawdziwym krzyżem prawosławnym w dosłownym sensie odżegnałem się od niechybnej śmierci” (s. 37).
[...]

ks. Witold Józef Kowalów
Ostróg nad Horyniem, 13 kwietnia 2008 roku
_______________
* Бульбинский Борис Иванович. «Пролетарское дело». – Острог, 2007. – 130 с.
[“Wołanie z Wołynia” nr 2 (81) z marca-kwietnia 2008 r., s. 41-43.]


Data powstania strony: kwiecień 2006 r., ostatnia aktualizacja: czerwiec 2011 r.

inne strony O KRESACH

.