osada wojskowa

MACZKI WOŁYŃSKIE

gromada Maczki Wołyńskie, gmina Połonka, powiat Łuck, woj. wołyńskie


Opracowywane w okolicy:
Radomyśl, Jeziorany Polskie, Maczkowce, Niwy Złoczowieckie, Złoczówka,

A B C D E-F G H I J K L-Ł M N O P R S-Ś T U W Z-Ż


Z Zarządzenia z 1929 r. o utworzeniu gromady: Gromada wiejska Maczki Wołyńskie powstała z 11 gospodarstw osadników wojskowych i z 7 gospodarstw, utworzonych na mocy ustawy o reformie rolnej; razem z 18 gospodarstw z b. folwarku Radomyśl, własność śp. Daniela Szymko - obejmuje 215 ha ziemi ornej i posiada 117 mieszkańców.

Osada wojskowa oddalona od wsi Radomyśl ok.4 km. Każda rodzina osadników wojskowych posiadała parcele od 10 do 16 ha inwentarz żywy narzędzia rolnicze oraz zabudowania. Budynki mieszkalne i gospodarcze były nowo wybudowane. Ziemie dobre uprawiano głównie pszenicę, buraki, ziemniaki, żyto. Wieś zadbana na miejscu był sklep spożywczy, natomiast do kościoła było ok.5 km do miejscowości Złoczówka, szkoła znajdowała się w miejscowości Bilcze. Gospodarstwa położone były równolegle wzdłuż drogi.

Projekt WYKAZU GOSPODARSTW, stan w około 1939 r.

1.

ZAJĄCZKOWSKIDaniel, żona Agata, dzieci: Józef, Sergiusz,

2.

PELCStanisław 1893 - s. Jana, szer. żona Stanisława 1895 - c. Józefa, dzieci: Jadwiga 1925, Izabela 1928-13.08.1941, Wanda Helena 1928, Czesław 1933. Zabrani na Sybir

3.

RECZEKKarol 1898 (*w Winnickiej gub.) - s. Jana, żona Janina 1904 (*Zopoczewce? k/Dubna) - c. Andrzeja, dzieci: Bogdan 1927, Halina 1929, Julia 1931, Walentyna 1923. Zabrani na Sybir.

4.

JAROSZFranciszek 1893 - s. Józefa i Anny, żona Florentyna 1897 z d. Kapuścińska, dzieci: Władysław 1922, Felicja 1925, Krystyna 1929, Mirosława 1930, Danuta 1933.

5.

STACHOWSKIRoman 1902, kpr., żona Stefania 1902 (*Podhajce) - c. Piotra, dzieci: Franciszka, Leokadia, Wacław.

6.

GUSTOWSKIJózef 1883 (*Konin) - s. Franciszka.

GUSTOWSKIIgnacy 1901 (*Konin) - s. Franciszka, żona Stefania 1903 - c. Stefana, dzieci: Genowefa 1927, Franciszek 1923, Henryk 1938. Zabrani na Sybir.

7.

GŁOWACKAHalina 1923 – c. Jana. Zabrana na Sybir
8.KAPUŚCIŃSKIStefan, szer., Uprowadzeni na Sybir.
Brak więcej informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.
Osoby zainteresowane miejscowością / udostępniające informacje:

FORMULARZ zgłoszenia rodziny i uzupełnienia danych

L.p.

Informacje

1.

Michał Suchodolski[listopad 2006] poz. 1.stiopa2004(a)wp.pl

2.

Henryk Lesiński[marzec 2008] poz. 4. oraz cześć inf. na wstępie.lucynka.lesinska(a)wp.pl

3.

Czesław Kamiński[luty 2011] poz. 5 i uzup. poz. 3. z indeksu represjonowanychczkamyk(a)op.pl

4.

Elżbieta Ogłaza[kwiecień 2011] poz. 6-7, uzup. poz. 3 z listy Memoriałuustronie-karpacz(a)wp.pl

5.

Jadwiga Kozajda[czerwiec 2011] uzup. poz. 5jagoda1179(a)wp.pl

MATERIAŁY DODATKOWE:
PRZEGLĄD UNIWERSYTECKI nr 3 (101) maj-czerwiec 2006. "Raport z życia" - Wanda Ellis z d.Pelc.
[...] Jak tylko sowieci weszli do kraju, zjawili się w domu mego ojca Stanisława – rzeźbiarza i malarza, żołnierza I wojny, działacza politycznego i społecznego. 10 lutego (1940r. -admin) o trzeciej nad ranem zapukano do drzwi. Ojciec wstał i najpierw zapytał kto tam, odpowiedź: ZSRR. Otwierając drzwi ojciec już wiedział, co się będzie działo. Nawałnica wpadła do domu – żołnierze z karabinami, a z nimi kilku przedstawicieli władz. Natychmiast aresztowano ojca i wujka, brata mojej matki. Z krzykiem przetrząśnięto cały dom. Szukano amunicji i broni. Gdzie jest broń?! Dawajcie broń! W domu nie było już broni, bo przed wojną policja zbierała wszystkie karabiny i rewolwery i mój ojciec oddał swój karabin, który miał jeszcze z I wojny. Matka z płaczem wstała z łóżka, dzieci krzyczały. Dano nam pół godziny na spakowanie się do wyjazdu. Zima straszna – ponad 40 stopni poniżej zera. Nie dano nam nawet napić się gorącej herbaty ani mleka, nie mówiąc już o jakimkolwiek posiłku. Pozwolono nam wziąć ciepłe ubranie, pościel i narzędzia. Jakie? Siekiery, łopaty i piły. Bo nas wieźli do syberyjskich lasów. Ojciec i wujek wciąż siedzieli na podłodze pod muszką karabinu. My z mamą już siedzieliśmy na saniach. Konie zaprzężone. Już myśleliśmy, że ojciec z nami nie pojedzie, bo były wypadki, że dawnych żołnierzy i działaczy różnych organizacji rozstrzeliwano. Ale Pan Bóg czuwał nad nami. W ostatniej chwili wyprowadzono ojca. Żołnierze utworzyli szpaler, trzymając karabiny w rękach prowadzili niewinnego człowieka. A jak już byliśmy gotowi i cała osada wojskowa Maczki Wołyńskie już też stała w kolejce, to ruszyliśmy na odległą 12 kilometrów stację. Dzieci i kobiety mogły jechać na saniach. Mężczyźni szli piechotą. Śnieg po kolana. Dojechaliśmy do stacji. Tam już stał pociąg. Towarowy pociąg – nie było widać ani początku ani końca, a w wagonie do którego nas wsadzono już byli ludzie. Bo w ten jeden dzień – 10 lutego – deportowano 150 tysięcy ludzi. Przeważnie osadników, leśników oraz osoby z różnych kolonii.[...]

66 niezapomnianych lat temu! - Leopold Terlicz-Witkowski (źródło)
Jest dzień 10 lutego 1940 r. O godzinie 5 rano do drzwi domu mego wuja w osadzie wojskowej Maczki Wołyńskie koło Łucka, u którego czasowo przebywaliśmy po ucieczce z własnego domu w osadzie wojskowej Poniatówka, powiat Zdołbunów, w nachalny, bezczelny sposób zaczęli walić uzbrojeni w karabiny milicjanci czerwoni i NKWD krzycząc: Dawaj odkrywaj dwiery, zdzieś NKWD!
Zerwana ze snu matka, wystraszona, płacząc - po kilku minutach otworzyła drzwi i wpuściła do domu czerwonych łotrów. Dawaj sobieraj sia! Macie pół godziny, żeby być gotowym do wyjazu. Towarzysz Stalin i radziecka władza nakazała was wywieźć jako element niebezpieczny do Kraju Radzieckiego, gdzie wam niczego nie braknie - chleba i pracy u nas nie brakuje! Tow. Stalin, ojciec narodu, będzie się wami opiekował tak jak nami!. Najmłodszy mój mały braciszek, obudzony - widział uzbrojonych milicjantów i NKWDzistów - darł się okropnie, nawet dziadek ani ciotka nie mogli go uspokoić. Milicjantowi Żydowi nie podobało się to, że stałem i patrzyłem jak on i jego wspólnicy napadu robili porządki w naszym domu - rozkazywali co mamy brać i spieszyć się, bo czas do wyjazdu nadchodzi, więc otrzymałem kopniaka w tylką część mojego ciała i zatrzymałem się na dużym koszu, którego NKWD-zista nie pozwolił wziąć.
Tymczasem na dworze w tym czasie kiedy szykowaliśmy się do wyjścia z domu szalała zima stulecia - mróz dochodził do 40 st. Celsjusza poniżej zera! A drzewa owocowe pękały jak zapałki. Po kolei wyprowadzali nas z domu i kazali siadać na sanie, które już czekały przed domem, zaprzężone w nasze własne konie, którymi przyjechaliśmy, a raczej uciekliśmy z domu w Poniatówce. Dwie piękne klacze, Mura i Mucha odwiozły nas w ostatnią drogę na stację kolejową, było to bardzo przykre pożegnanie, wszyscy płakaliś ?drogę?
Na głównej drodze do Radomyśla stały już załadowane sanie - rodzina Pelca i rodzina Reczka. Na sąsiedniej osadzie po drugiej stronie drogi - nie było nikogo, płk. St. Maczek służył zawodowo w Wojsku Polskim, a dzierżawca por. Bator nie był na działce - załadowani na sanie dołączyliśmy do kolumny, która ruszyła w drogę i kierowała się na stację Nieświcz, gdzie nas załadowano do cuchnących wagonów bydlęcych. I tu właśnie w tym miejscu i tym czasie odebrano nam, Polakom, ostatnią odrobinę godności ludzkiej, co nam pozostała!


Data powstania strony: listopad 2006 r., ostatnia aktualizacja: czerwiec 2013 r.

inne strony O KRESACH

ros. Мачки (w Memerial także Радомышль)