kolonia

JAMKI

gromada Jamki, gmina Torczyn, powiat Łuck, woj. wołyńskie
parafia r-k Torczyn


Opracowywane w okolicy:
Sadów, Białostok, Zamogile, Stare Berezie,

A B C D E-F G H I J K L-Ł M N O P R S-Ś T U W Z-Ż


W 1886 roku rodziny niemieckie, pochodzące z Radomia, Piotrkowa, Kalisza, wydzierżawiły małe części obszaru, położone 5 km na południe od Torczyna, a należące do hrabiego Augusta Konstantyna Krasickiego. Umowa dzierżawy obejmowała okres 12 lat. W ówczesnych latach był to teren porośnięty lasem bukowym pełen dołów, wgłębień, jaskiń, kryjówek zwierzęcych w ziemi i nor, które przyczyniły się do określenia tego terenu jako „Jamki”. Pierwsi osiedleńcy zmuszeni byli do pospiesznego, czasem bez dokładnego przemyślenia, budowania schronienia w ziemi i rozpoczynania oczyszczania i zagospodarowywania terenu. W roku 1898 przedłużono kontrakt wynajmu o kolejne 12 lat, ale już za wyższą cenę. Pod koniec drugiego okresu wynajmu, w 1909 roku dzierżawca zażądał wykupu. Ze względów finansowych tylko 4 rodziny wykupiły dzierżawioną ziemię. A pozostałe rodziny zmuszone były do sprzedania swoich udziałów i przeniesienia się do innych kolonii, gdzie mogli kontynuować wynajem ziemi. W 1916 roku. Rząd Rosyjski czuł się zagrożony przez obecność dużej liczby etnicznych Niemców mieszkających na Wołyniu i postanowił dokonać nagłego ich przesiedlenia na Syberię i do Kazachstanu. Tam wiele tysięcy Niemców zmarło z z powodu chorób i głodu. Cześć Niemców zaciągnięto do wojska i wysłano na front, ale z braku zaufania nie pozwolono im walczyć przeciwko Armii Niemieckiej na froncie zachodnim. Po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej, Niemcy, którzy ją przetrwali, wrócili na Wołyń. Teren ten jednak był totalnie zniszczony. Wszędzie pozostały wykopane rowy, zabezpieczone drutami. Na Jamkach przetrwało tylko 10 domów, które były używane przez dzikich lokatorów. Etniczni Niemcy z Jamek musieli zacząć wszystko od początku, tym razem jednak bez pomocy ze strony Rządu Polskiego. Duża liczba Niemców, z braku chęci, a często tez sił i środków aby zaczynać wszystko od początku, emigrowała do Kanady, Stanów Zjednoczonych, Argentyny. Pod koniec Pierwszej Wojny Światowej Polacy zaczęli zajmować pozostałe kolonie niemieckie. Starszy Pan Johann Guenter wraz z żoną byli jedynymi osobami, które mieszkały w Jamkach od czasu ich powstania, aż do końca niemieckiej kolonizacji i niemal do końca istnienia Jamek.

Projekt WYKAZU GOSPODARSTW, stan w około 1939 r.

1.

BUJALSKI

Zbigniew Włodzimierz 1906 (*Usicze), żona Antonina 1904 (*Werbiczno) z d. Szczebetowicz, dzieci: Janina 1925 (*Białostok), Ryszard 1927 (*tu).

2.

BILEWICZ

Kalikst +1944, żona Stanisława z d. Holc, dzieci: Józef 1922, Mikołaj 1925, Jan 1928, Stefan 1929-1944? (uprowadzony przez UPA), Stanisław 1931, Eliasz 1934, Cecylia Wanda 1936.Po wojnie: w Raciborowicach woj. lubelskie. Spotkana v.n.: Bielewicz.

3.

FUKIET

Ludwik 1875, żona Paulina 1878 z d. Szwajkowska, dzieci: Adam 1906 (poniżej), Julianna 1908 i Antoni 1918.

4.

FUKIET

Adam 1906 - s. Ludwika i Pauliny, żona Janina 1910 z d. Jastrzębska, syn Czesław 1938.

5.

HOLC

Józef, żona Karolina z d. Kowalewska, córka Teresa Ludmiła 1941.

6.

HESING

Antoni 1880, żona Petronela 1890 z d. Malec, dzieci: Adam (poniżej), Apolinary 1918 (Esing, ż.Leokadia Temczuk, śl.1941 Sielce, po wojnie w Bydgoszczy) i Kazimierz 1921. V.n.: Gesing, Esing.

ESING

Adam 1911, żona (śl.1937) Helena 1916 z d. Krawczyńska, syn Henryk 1937 po wojnie zamieszkali w miejscowości Gozdów, pow. Hrubieszów.

7.

JASTRZEMSKA

Helena 1882 z d. Komarowska, wdowa po Marianie, dzieci: Apolinary (poniżej), Antoni 1909 i Weronika 1917.

JASTRZĘBSKIApolinary 1904, żona (śl.1941) Feliksa 1921 z d. Semenowicz - c. Władysława i Anny z d. Pawłowska.

8.

JASTRZĘBSKIZenon 1874, wdowiec po Józefie z d. Okorska, dzieci: Józef 1909, Antoni 1916, Helena 1921, Eugenia 1922 i Jadwiga 1925.

9.

KAMASZYN

Wincenty, żona Maria z d. Jastrzębska, dzieci: Anna (Kułakowska, poniżej), Helena 1920, Władysława 1922 (jej córka Irena 1941), Józef 1923, Wincenty 1925 oraz syn Marii - Tadeusz Leszek Kamaszyn 1938.

KUŁAKOWSKI

Bazyli, żona Anna +1949 z d. Kamaszyn, dzieci: Danuta (Daniela Maria) 1938 (*Gdynia), Włodzimierz 1940-1941. Przed wojną mieszkali w Gdyni, tu zamieszkali do czasu rzezi.

10.

KAWARSKI

Edward 1895 - s. Antoniego i Wilhelminy z d. Rudnicka, żona Kazimiera z d. Lesiecka, dzieci: Hieronim Leon 1929, Roman.

11.

KAWARSKI

Marceli 1903, żona Leokadia 1910 z d. Gryczewska, syn Antoni-Bogusław 1937.

12.

KOWALSKI

Władysław 1894 - s. Filipa i Apolonii z d. Siedlecka, żona Leokadia 1907 z d. Wereżyńska, dzieci: Zdzisław Zbigniew 1937, Wanda 1940.

13.

KOWALSKI

Jan 1900- żona Jadwiga 1911 z d. Łaskarzewska, dzieci: Halina 1934; Ludomir Mirosław 1938.

14.

KRUPIŃSKI

Jan 1865, żona Stanisława 1875, dzieci: Konstancja 1909, Barbara 1911, Maria 1913, Helena 1915, Tadeusz Dudkiewicz 1916.

15.

KRUPIŃSKI

Michał 1894 - s. Franciszka i Anieli z d. Olszanowska, żona Cecylia (Cyryla) z d. Kwarska, dzieci: Stanisław 1921, Genowefa Ludmiła 1923, Antoni Józef 1924, Edmund 1926, Adam 1928, Joanna 1930.

16.

ŁASKARZEWSKI

Stefan 1885 - s. Jana, żona Bronisława 1885 z d. Tchurzewska - c. Adama i Lucyny z d. Ossolińska z Okorska, dzieci: Władysław 1905, Maria 1904, Józefa 1907 Jadwiga 1911, Tadeusz 1918.

17.

MOŹDZIRSKI

Wincenty 1850, żona Paulina 1865 z d. Folkowska (z Talków?), synowie Izydor 1890 (ż. Paulina Kowalska 1891 i dzieci: Jan, Stanisław, Eugeniusz), Ignacy (poniżej).

18.

MOŹDZIRSKI

Ignacy 1900 - s. Wincentego i Pauliny z d. Folkowska, żona Janina z d. Marcinkowska 1901, dzieci: Anna 1926, Antoni-Ludomir 1933.

19.

MOŹDZIRSKI

Feliks 1893 - s. Wincentego i Pauliny, żona Helena 1899 z d. Majewska - c. Heleny, dzieci: Tadeusz 1921, Jadwiga 1923, Dionizy 1925 i Zbigniew 1930.

20.

RUDNICKI

Józef 1868, żona Julianna 1879.

21.

RUDNICKI

Wincenty 1888, żona Antonina 1890, dzieci: Jadwiga 1915, Adela 1918, Hieronima 1926 i Adam 1923. Wincenty zamordowany przez UPA (w zamkniętej dłoni trzymał swój złoty zegarek).

22.

RUDNICKI

Leonard 1904 - s. Stanisława i Teofili z d. Kawarska, żona Leontyna 1902 z d. Moździrska, córka Stanisława 1932, Helena 1938.

23.

RUDNICKI

Marian 1891, żona Helena 1901, bezdzietni.

24.

SAWICKI

Feliks 1905 - s. Anastazego i Antoniny z d. Konopka, kowal, żona (śl.1934) Regina 1900 z d. Kleparska, wdowa po Winklerze (ich dzieci poniżej), syn Łucjan Tadeusz 1935.

WINKLER- dzieci: Michała 1897 - s. Apolinarego i Teofili z d. Falkowska i Reginy z d. Kleparska (śl.1923: Antoni 1924 i Jadwiga 1926.

25.

SZPAK

Szymon 1918, wdowiec.

26.

RUDNICKITadeusz - s. Kazimierza i Katarzyny z d. Komarowska, wnuk Alojzego i Pauliny z d. Marcinkowska, żona Konstancja ze Szkuratowskich Sobolewska, mieli dużo dzieci w tym Zofię i Genowefę. Rodzeństwo Tadeusza to: Wanda, Paulina, Bronisława, Stanisław, Wacław (ż.Feliksa Lisowska) i Bolesław.

27.

KOLADYŃSKIPiotr 1894 - s. Jana i Florentyny z d. Konsewicz, żona Helena 1899 z d. Malinowska - c. Wincentego i Marii z d. Michalska, dzieci: Czesław 1926, Aniela 1932, Maria 1936, Wanda Teresa 1940. Piotr został zamordowany przez Ukraińców, a jego ciało wrzucone przez nich do rzeki.

28.

GUENTERJohann 1864 - s. Gottlieba i Rosiny, żona (śl.1886, Rożyszcze) Julianne 1870 z d. Hanke - c. Gottfrieda i Karoliny z d. Kenlich, syn Daniel (poniżej). Dnia 20.01.1940 r. ewakuowani do Zgierza.

GUENTERDaniel 1900, żona (śl.1929, Łuck) Johanna 1907 z d. Oelke - c. Eduarda i Pauliny z d. Schacht, dzieci: Albert 1929, Erwin 1931, Klara 1936, Bruno 1938. Dnia 4.02.1940 r. ewakuowani do Pabianic.
Brak więcej informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.
Osoby zainteresowane miejscowością / udostępniające informacje:

FORMULARZ zgłoszenia rodziny i uzupełnienia danych

L.p.

Informacje

1.

Ryszard Bujalski[luty 2008] poz.1, [maj 2009] poz. 2-25 oraz wspomnienia, [maj 2009] przedwojenne ZDJĘCIA rodzinne (1-5) oraz ZDJĘCIA z 2006 r. [styczeń 2015] poz. 28, historia Jamek (wstęp) z korespondencji w j. ang. z p. Horstem Renzem <horsrenz(at)aol.com>, potomkiem mieszkańców kolonii Jamki.brysio80(a)interia.pl

2.

Andrzej Mielcarek[od maja 2009] uzup. poz. 2-11, 15, 18, 22, 27 dzięki "Wykazom osób..." -opr. ks. W.W. Żurek.Strony o Wołyniu

3.

Wiesław Rudnicki[sierpień 2009] poz. 26 z opowieści syna Wandy Rudnickiej - Władysława i z opr. ks. Żurkarudzik6(a)wp.pl

4.

Ryszard Billewicz[październik 2009] uzup. poz. 2. [sierpień 2016] korekta poz. 2, uzup. poz. 6, [wrzesień 2016] uzup. poz. 2.bilarysia(a)wp.pl

5.

Wojciech Jażyński[marzec 2010] poz. 27 na podst. decyzji USC w Rypinie o postanowieniu odtworzenia treści aktu małżeństwa Piotra Koladyńskiego z Heleną Malinowską sporządzonego w USC w Łucku.wojciech.jazynski(a)hebobrodnica.pl

6.

Darlene Fields[kwiecień 2010] uzup. poz. 9. ZDJĘCIA rodzinne (6-7).dmfields42(a)yahoo.com

7.

Jolanta Manowska[czerwiec 2010] uzup. poz. 13 i 16 z opowieści mojej mamy Haliny Kowalskiej i mojego wujka Ludomira Mirosława Kowalskigo dzieci Jana i Jadwigi, dopisek do wspomnień z opowieści mojej mamy oraz stryjka Tadeusza Łaskarzewskiego.bucik.bucik(a)op.pl

8.

Marian Grzelak[październik 2010] uzup. poz. 6 z opowiadania Leokadii Esing z d. Temczukgrzelak.marian(a)op.pl

9.

Łucjan Sawicki[luty 2016] korekta w poz. 24.wit.69s15(a)gmail.com

Wspomnienia Ryszarda Bujalskiego
Kol. Jamki położona 5 km na południe od Torczyna, wśród malowniczych wzgórz (do 903 m n.p.m.) i dolin, które dawniej były poprzecinane polnymi drogami, miedzami wraz z porozrzucanymi zabudowaniami gospodarstw rolnych. Każde gospodarstwo było najczęściej otoczone sadami owocowymi, zagonami warzywnymi, kwiatami, a czasami chwastami. Obok siebie mieszkali w większości Polacy i Niemcy, oraz Ukraińcy i dwie rodziny żydowskie, które zajmowały się handlem. Do wzorowych polskich gospodarstw zaliczano: zabudowania gospodarcze Rudnickich Wincentego i Mariana, które były kryte blachą. Mieszkańcy byli przywiązani do swych miejsc zamieszkania, dorobku życia, udzielali sobie wzajemnej pomocy sąsiedzkiej, materialnej, zawodowej i duchowej. Żyli w zgodzie. Może dlatego w 1926 roku moi rodzice tu zamieszkali aż do 1938 roku.. Ponownie byliśmy zmuszeni zamieszkać tu w latach 1942/3 na gospodarce poniemieckiej, po przymusowym wysiedleniu z Białostoku. Wówczas najbliższymi sąsiadami byli od wschodu i południa Ukraińcy, a od północy i zachodu cała polska kolonia..
Polacy przed 1939r. zorganizowali koło gospodyń, małą bibliotekę, amatorski zespół teatralny kierowany przez nauczycieli miejscowej szkoły czteroklasowej , spółdzielczy sklep wielobranżowy. W naszym nowo wybudowanym domu mieszkalnym urządzono cztery-klasową szkołę, w której w jednej sali uczono równocześnie dwie klasy.
Drugim dramatycznym wydarzeniem w moim życiu, po likwidacji getta w Torczynie, było obejrzenie ciał zamordowanej rodziny Moździrskich (częściowo spalonych) wraz z zabudowaniami gospodarczymi. W pogodną zimową noc 1943r. około 20 Ukraińców przybyło dwoma zaprzęgami sań. Otoczyli zabudowania i dokonali mordu bestialskiego na Janinie - lat 42, Annie - lat 17, Ludomirze - lat10. Ojciec Ignacy, w momencie otaczania zabudowań, przebywał na zewnątrz domu /potrzeby fizjologiczne/. Zauważył zbliżające się dwa zaprzęgi sanek. Wstępnie ocenił, że nadjeżdżają koledzy. Po usłyszeniu słów: "uważajcie on może mieć broń". Domyślił się, że mogą to być osobiste porachunki, ale był pewny, że nie grozi nic rodzinie. Na ucieczkę też było już za późno. Ignacy schował się w dołku obok kopca z ziemniakami, wykopanym podczas zabezpieczania ziemniaków przed mrozem. Później, obok miejsca ukrycia, stał Ukrainiec, zabezpieczał rabusiów i nie dostrzegł zrozpaczonego ojca, który słyszał przebieg tortur wykonanych przez sąsiadów-Ukraińców, w tym bliskiego przyjaciela córki. Widok spalonych zabudowań i ciał wywarł na Polakach, mieszkańcach Jamek, przygnębiającą atmosferę. Ogólnie oceniono, że powstaje "samostijna" Ukraina rękoma zabrudzonymi krwią polskich bezbronnych kobiet i dzieci. Ta tragedia była kolejnym doświadczeniem sugerującym o nadchodzących niebezpieczeństwach. Stosunki międzyludzkie zmieniły się tak mocno, że nie można było ich zrozumieć. Zapanował niepokój wśród rodzin polskich. A nasi sąsiedzi pochodzenia ukraińskiego zachowywali się różnie. Starsi wiekiem byli smutni i wstrząśnięci, a młodzi dumni i pełni zwycięstwa. Starali się rozpoznać co dzieje się wśród rodzin polskich. Początkowo ukrywaliśmy przed Ukraińcami, że już noce spędzamy w ukryciu. Poranny powrót do własnego domu był koszmarem. Wchodził najczęściej najodważniejszy, następnie podawał informację - sygnał "droga wolna" i dopiero wchodziła pozostała część rodziny. W takiej atmosferze mamusia postanowiła opuść kolonię Jamki i zamieszkać w Łucku.
Podróż do Łucka, zamierzamy pokonać z przerwą na Budkach Usickich, gdzie planowaliśmy pozostawić krowę. W blasku słońca wiosennego wspólny wymarsz w nieznaną przyszłość. Opuszczaliśmy kolonię Jamki. Mamusia z Jasią, udają się w podróż na furmance, załadowaną naszym dotychczasowym dorobkiem przez Zamogile na Budki Usickie. Ja, wraz z krową specjalnie przygotowaną, wyruszam piechotą na skróty. Dbaliśmy o naszą żywicielkę - na złe i dobre czasy. Wspólnie wybraliśmy krótszą drogą, ponieważ krowa nie była w stanie nadążyć za furmanką. Wychodząc z podwórka, w towarzystwie krowy, nie odwracałem się, odczuwałem żal za pozostawianym tu kilku miesięcznym spokojnym i szczęśliwym życiem. Dotarliśmy na wzgórze, obok zabudowań Łoburskich i mijałem rówieśników zajętych jakąś zabawą. Tradycyjnie pozdrowiłem, W odpowiedzi usłyszałem "zariżem Laszka". Tu rozegrały się niezapomniane moje wielkie przeżycia. Ukraińscy rówieśnicy, przerywają dotychczasową zabawę i gromadą rozpoczynają bieg w moją stronę z powtarzającymi się okrzykami "zariżem Laszka". Przerażony uderzyłem krowę szpicrutą i rozpoczęliśmy wspólną ucieczkę. Słyszałem za sobą tylko przeraźliwy wrzask i przekleństwa. Serce moje zaczęło walić tak mocno, jakby chciało za chwilę wyskoczyć z mej piersi. Uciekaliśmy, a ja trzymając się za grzbiet krowy, ciągle popędzałem ją i kontrolowałem odległość dzielącą od napastników. Przecież mój los zależał od sprawnego biegu krowy i mojej wytrzymałości. Ten strach i posłusznie biegnąca krowa w konsekwencji pozwoliły mi oddalać się z szybkością, na jaką nigdy nie potrafiłbym się zdobyć. Pamiętam ile wysiłku wkładałem w to, żeby być lepszym od napastników. Na szczęście odległość od napastników rosła. Zasapany, zwolniłem nieznacznie swój bieg. Odwróciłem się w przeciwnym kierunku. Napastnicy byli zmęczeni, nadal krzykliwi, ale pozostawali coraz dalej od celu, aż zrezygnowali z dalszej pogoni. Ja uciekałem jednak nadal, aż do momentu, gdy oceniłem, że jestem już prawie bezpieczny. Zmęczony i przerażony dotarłem szczęśliwie na Budki Usickie. Radosne spotkanie z najbliższymi. Kilkakrotnie odtwarzałem przebieg zdarzenia. Większość podkreślała, że tylko dzięki Boskiej opatrzności i stabilnemu biegowi krowy, uratowałem się od tragedii, a najprawdopodobniej i od śmierci. Następnego dnia wspólnie dotarliśmy do Łucka - pozornie bezpiecznego miejsca schronienia przed UPA. Straciliśmy swój następny dom rodzinny - świat pokoju, niezależności, gdzie Mamusia uczyła nas prostoty, uczciwości i modlitwy. Ponownie staliśmy się uzależniani od najbliższych. Pogodziliśmy się z uzależnieniem, ponieważ w tych okolicznościach bez ich wparcia napotykalibyśmy na większe trudności w przetrwaniu.
Na początku IV kwartału 1943 roku mieszkaliśmy nadal w Łucku na Raszyńskiego 26 wspólnie z rodziną Edwarda Kawarskiego z Jamek, jego żoną Kazimierą i synami Romanem i NN. Pan Edward bardzo często wyjeżdżał na Jamki i przywoził artykuły pierwszej potrzeby wraz z aktualnymi dziejami Polaków mieszkającymi jeszcze na Jamkach i Torczynie.
P. Sawicka, żona kowala z Jamek zamieszkała w Torczynie. Udała się na Jamki do swych zabudowań po żywność i weszła na minę przeciwpiechotną, która urwała jej nogę. Pomoc nie nadeszła. Zmarła w samotności w wyniku upływu krwi.
Podczas grupowej, ale bez ochrony, dostawy żywności do Łucka zginął Wincenty Rudnicki w Usiczach obok cmentarza prawosławnego, z którego zaatakowali bandyci. Podczas zbierania ciał, okazało się że Wincenty Rudnicki trzymał w dłoni kieszonkowy złoty zegarek, zakupiony w Ameryce.
W roku 1944, w styczniu banda UPA przeprowadziła napad na kolonię Jamki, było to następnego dnia po napadzie na Nieświcz i tu szybka pomoc z Antonówki ocaliła ludność przed rzezią. Romuald Radziewicz tak pisze: "Napad na Nieświcz i ewakuacja ludności z tej wioski zbiegła się w czasie z napadem na kol. Jamki. Wracając z Nieświcza po udzieleniu im pomocy, dowiedzieliśmy się o napadzie na Jamki. Niektórzy z nas przesiedli się zatem bezzwłocznie na wozy idące z odsieczą do Jamek. Uczestnicy tej akcji opowiadali nam później o jej przebiegu. Upowcy okrążyli stosunkowo słaby oddział broniący się w Jamkach i gdyby nie silna i zdecydowana akcja naszego oddziału przeprowadzonego na odsiecz to za kilka godzin obrona Jamek zostałaby rozbita. Bogu dzięki, wysłana przez nas odsiecz zdążyła w ostatniej chwili i upowcy zostali rozbici. W Jamkach zastaliśmy tragiczną sytuację: ranni obrońcy i pozostali przy życiu byli u kresu sił. Znaczna ilość zabitych. Nasz oddział popędził upowców aż pod wsie Hat i Teremki paląc i niszcząc wszystko po drodze".

Przejeżdżałem dwukrotnie przez kolonię Jamki:
W 1995r z wielkim smutkiem obejrzałem tylko "owdowiałe" wzgórza, pagórki i doliny przygotowane do kołchozowej uprawy. Jednocześnie stwierdziłem, że znikła dawna infrastruktura kolonii. Napotkałem na duże trudności podczas porównywania rzeczywistości z zapamiętanymi kadrami. Nie odnalezieniu dawnych śladów życia. Dostrzegłem tylko lasek przy którym mieszkaliśmy w 1942/3 latach. Przy odtwarzaniu przeszłości pomogły mi mieszkanki z Sadowa, które podwoziliśmy.

Przejeżdżając w 2006 i 2007r., wraz z córkami i wnukiem, można już było dostrzec wyrastające krzaki z miejsc, gdzie dawniej były zagrody gospodarskie i lasek przy którym mieszkaliśmy w latach 1942/3. Zatrzymaliśmy się dwukrotnie. Nie ma na świecie miejsca, które tak trwale zawładnęły moją wyobraźnią. Przypatrywaliśmy się miejscom mego urodzenia, a następnie tragicznych mych przeżyć. Wykonałem kilka zdjęć, które załączam wraz ze zdjęciami sprzed 1939 roku. Oglądając te zdjęcia odczuwam dumę, że żyję i tą drogę w swym życiu mogę bezpiecznie przejeżdżać. Zastanawiałem się nad swym dzieciństwem, latach szkolnych, mieszkańcach tej kolonii, niepowodzeniach okupacyjnych, które dane mi było tu wspólnie przeżyć. Wspominałem również Wincentego Kamaszyna jak pomagał mi uciekać w 1940 roku przed deportacją z Białostoku przez Jamki w nieznane. Myślałem również o mieszkańcach, "co by Oni opowiadali", gdyby byli teraz tutaj - na byłej kolonii Jamki. Chętnie wziąłbym udział w takim spotkaniu. Każdy taki kontakt wymaga wysiłku mentalnego, fizycznego i finansowego, ale byłby to praktyczny następny krok nawiązujący stałą więź teraźniejszości z przeszłością".


Ryszard Bujalski, maj 2009.

Również Jan z Jadwigą Kowalscy zaczepili kosą w sadzie o minę, on zginał na miejscu, a jej wyrwało kawałek uda w nodze. Z uwagi na to, że grasowała banda UPA, w odpowiednim czasie nie nadeszła pomoc medyczna i w konsekwencji zmarła. W tym czasie mieszkali w Torczynie, w dzień udawali się do Jamek na gospodarstwo. Pozostawili osieroconą córkę Halinę w wieku 8 lat i Ludomira w wieku 4 lat, którymi zaopiekowała się ciotka Józefa Łaskarzewska. - J.M.)


Data powstania strony: wrzesień 2008 r., ostatnia edycja: wrzesień 2016 r.

inne strony O KRESACH